Archiwa tagu: tomasz kot

“Disco Polo”, czyli wolność i swoboda w Kino Oddycha

Disco polo to jest nowa hipsterka.  Zdanie „nikt nie słucha, a wszyscy znają słowa” jest już dawno nieaktualne, bo disco polo przestało być obciachem, a stało się symbolem, ikoną, inspiracją i w końcu filmem. Rzecz kiedyś wstydliwa dziś urasta do rangi sztuki z kategorii jeleń na rykowisku, czyli może i przekracza  granicę kiczu, ale jednocześnie staje się centrum sentymentu, a także sentymentalizmu.

„Disco Polo” film o przaśnej rzeczywistości lat 90 w Polsce, gdy platońską ideą była Ameryka, a my jej wiernym cieniem. O czasach, gdy myło się i prasowało plastikowe reklamówki. O czasach, gdy wszystkie, powstałe na kiełkującym kapitalizmie małe biznesy nosiły anglojęzyczne nazwy. O czasach karykaturalnych i dziwacznych, którym to dziwactowm pan Maciej Bochniak dorysowuje wąsy. Jakby mało było groteski w tamtej rzeczywistości, reżyser parodiuje coś, co samo w sobie stanowiło sedno absurdu.  Szkoda, że zamiast wykpić ten śmieszny tatuaż w kształcie trybala, który pozostawiły na naszej psychice lata 90, disco polo proponuje logiczną tautologię. 

 Jeśli jednak potraktować film, jako metaforę lat minionych, to wszystko się zgadza – jest kolorofonia i wszechobecna pustka, czyli spadająca gwiazda spełnia sny. Trochę szkoda, że spaść musi akurat gwiazda Tomasza kota, który może chciał oderwać się od szarości i posępności „Bogów” i rozpalić serca gorącą rolą Polaka, przekoloryzowanego discopolowego magnata. Decyzja to była szalona mówię ci. Przepał Kot w tym worku pełnym filmowego badziewia, które nazywa się w języku filmowców kliszami bądź nawiązaniami. I tak natkniemy się w disco polo na Spilberga,  Hanekego , Tomasa Andersona albo Ogrodnika.  I tu jest pies pogrzebany i to ogrodnika pies! Niby są wielkie nazwiska, śmietanka polskiego kina, najbardziej nośmy temat na świecie i najlepsza muzyka w mieście, a jednak nic tam nie ma. Film jest pusty jak bęben, przepraszam za nadużycie  – Rolling Stonesów.

Miło się patrzy za to na tę pstrokaciznę kadrów, nie pamiętam drugiego takiego filmu, w którym polska rzeczywistość nie jest szara. Bochniak posuwa się jednak za daleko. Początek rodem z westernu jest całkiem interesujący, ale ubieranie Polski w Amerykę za wszelką cenę jest już stroszeniem piórek, czy produkowaniem wydmuszki. „Disco Polo” to mógł być dobry klip. Nieangażująca fabuła, świetne obrazki i muzyka,  którą można znosić nie dłużej, niż trzy minuty. Disco Polo to pomyłka, także jako film.

 

Paula Wakuluk

3/10

fot. materiały promocyjne

“Bogowie” w kinach. Kino Oddycha Boga w sercu nie ma

Technicznie rzecz ujmując, Boga mam w mózgu, a nie w sercu i, technicznie rzecz ujmując „Bogowie” to dobry film. Jest charyzmatyczny bohater,  jest sprawa wielka i słuszna, są też trudności, które można pokonać przy odrobinie szczęścia i są sprawy nie do przejścia, które jednak da się przejść. I w zasadzie tyle. Ach, jest też dobra muzyka. Tomasz Kot już po raz kolejny wciela się w wielką osobowość z kocią zwinnością, tu zasłużony laur. Historia opowiada się sama, bywa dowcipna i dyskretnie wzruszająca.

Wszystko złożone w jeden organizm działa bez zarzutu. Dorzućmy też świetny dźwięk, zgrabny scenariusz (Rak) i sprawnie przeprowadzoną operację reżyserską (Palkowski).

Ci co chodzili do kina od wielkiego dzwonu, zwykle na „Wkręconych”, czy innego „Wałęsę”, później powtarzali jak litanię,  że polskie kino umiera, że komercja i w ogóle „ch” jak miłość. To zwykle oni padli przed „Bogami” na kolana i wykrzyknęli pod niebiosa Hosanna, ten Religa, to był dopiero Kot i w ogóle wspaniałekinojaknapolskie (jak słyszę ten ciąg, to już wiem, że oto mam przed sobą ateusza kina). Do tego Złote Lwy w Gdyni i boskie recenzje, sprawa zamknięta, można zrobić wypis – następny proszę. Widz przeżył, ma się dobrze i będzie cieszył się zdrowiem do kolejnej polskiej produkcji, po której ponownie zacznie narzekać na łupanie w krzyżu i ciśnienie.

Aż do kolejnego objawienia.

Nie wyrzeknę się „Bogów”, bo są dobrzy, ale nie umiem odnaleźć w nich tego geniuszu, o którym wszyscy piszą. Mogę zrozumieć geniusz postaci, o której jest ten film i talent twórców, ale zabrakło mi tu… serca.

 

 6/10

Paula Wakuluk

fot. materiały promocyjne