Archiwa tagu: Jessica Sharzer

“Nerve” w kinach – recenzja Pauli Wakuluk

Przeszło Wam przez głowę, że Wasze zdjęcia z wakacji na tle Wieży Eiffla, Wasze śpiewanie do kamerki samochodowej, Wasze dzieci na profesjonalnej sesji, Wasze fotografie z dyplomem magistra, Wasze zdjęcia z koncertów i czilu przy grillu są z poprzedniej epoki?
Czy wiecie, że my, pokolenie dzisiejszych trzydziestolatków jesteśmy januszami Facebooka? A już na pewno Snapa i Insta? Jesteśmy archaiczni i śmieszni dla młodszych o połowę dzieciaków, które patrzą na nasze rozterki dotyczące podziału na świat realny i wirtualny, jak my patrzyliśmy na babcię, która rozmawiała z postaciami z telewizora. Serio.
Nasze dzieci urodziły się w świecie szczelnie opatulonym przez internetową sieć, która wrosła w Matkę Ziemię i nie starają się Internetu oderwać od “prawdziwego życia” bo on jest jego integralną częścią. 

Znalezione obrazy dla zapytania nerve movie

W filmie “Nerve” podglądamy młodzież, która zrobi wszystko, żeby skupić na sobie uwagę i to jest nihil novi sub sole. Wszyscy potrzebujemy uwagi i każde pokolenie tworzy coraz to nowe sposoby na jej osiągnięcie. Jak? Przekraczając granice naturalnie. Ktoś wymyślił awangardę, ktoś abstrakcję, ktoś się rozebrał na scenie, ktoś inny wylizał mikrofon, a ktoś kogoś innego i wrzucił to do netu. Możemy załamywać ręce nad stopniem demoralizacji młodzieży, tak jak nasi rodzice załamywali je nad nami. Możemy (obiektywnie) oceniać, że granice zostały przekroczone w stopniu ostatecznym, bo w każdej chwili ktoś emituje swój stosunek seksualny na żywo gdzieś w Internecie, ale gdzieś ktoś też transmituje swoją albo czyjąś śmierć. Ale ruszyła maszyna.
Trudno opisywać “Nerve” bez analizy socjologicznej, nawet jeśli nie jest to kino ambitne, które w umiejętny sposób wyrywa nam dziurę w mózgu, jak “Benny’s Video” Hanekego. Ale ostatecznie przestrzega przed zwyrodnieniem powodowanym nowymi mediami. Zastanawiamy się, co jeszcze zrobią nasi bohaterowie, by inni śledzili ich w grze pt.Nerve.

Znalezione obrazy dla zapytania nerve movie

Film jest ekscytujący, łatwy i ładny. Traktuje o szalonym życiu na krawędzi, o tym, jak ekstremalnie silnych wrażeń potrzebuje młodzież i o tym, że podstawowe relacje i emocje są niezmienne od kilkudziesięciu lat. No, przynajmniej w filmach, które oglądała pani reżyser Jessica Sharzer. To wciąż działa: ktoś kogoś kocha, ktoś nie, ktoś się z kimś przyjaźni a potem kłóci. Przyjaciółkami jest się dziś tak długo, jak długo ta druga nie dostanie więcej lajków. W zemście najlepiej przespać się z platoniczną miłością byłej już przecież przyjaciółki. Ta zagrywka już nikogo nie gorszy, gorszy jest tylko owczy pęd za uznaniem w Sieci. Można się obnażyć albo rozebrać. Można kraść i kochać. Dla polubień! Chłopak imieniem Ty, uzależniony od adrenaliny post cyber punk z procesorem zamiast serca gotów zabić dla pierwszego miejsca na liście ulubionych graczy w systemie Nerve.
Szkoda, że twórcy wmieszali w ten system pieniądze, bo to zakrzywia obraz rzeczywistości wirtualnej. Bo dzieciaki nie potrzebują pieniędzy, żeby wykonywać te wszystkie absurdalne zadania. Nikt Wam przecież nie płaci za to, że długie godziny spędzacie poszukując Pokemonów, co nie? Ktoś Wam odda stracony czas?

Znalezione obrazy dla zapytania nerve movie
Oddać może Wam cześć tysiąc Waszych followersów. Nowy Cezar, który gdy opuści kciuk, skazuje cię na śmierć. A dla kciuka w górę ryzykuje się życie – zacięcie pedagogiczne w filmie wybrzmiewa w co drugiej scenie, żeby wystawić sobie marną notę zakończeniem rodem z lat 90. Bo kogo dzisiaj poruszy wyklad o tym, że w sieci nie jesteśmy anonimowi? Przez to zakończenie Sharzer ostatecznie zdemaskowała swoją ignorancję w kwestii zaburzenia psychicznego krótko zwanego “social media”. “Nerve” nie sprawi, że następnym razem piętnastolatka zastanowi się, czy warto pokazywać biust w Internecie. Dzieciaki wciąż będą z lubością zaplątywały się w sieci z mózgiem pełnym haczyków, zarzuconych przez dorosłych specjalistów od programowania coraz to nowych rozrywek.
Co paradoksalne, film trzyma w napięciu najbardziej podczas dramatycznych wyzwań, jak chodzenie po drabinie rozciągniętej pomiędzy wieżowcami na wysokosci 10 piętra. O ironio, sceny zapierają dech w piersiach i sami jesteśmy na tej szalonej wysokości, a serce wali na cała salę kinową.
To jeszcze nie jest fimowa psychoanaliza, na która czekamy. Ale warto sprawdzić, jak kinematografia zyskuje nowego demona, jak powoli w cywilizacji zachodnioatlantyckiej rodzi się nowa obsesja. Szkoda, że twórcy nie przypomnieli na koniec że autentyczna bliskość nie rodzi się z adrenaliny i setek tysięcy lajków, tylko z… prawdziwej bliskości. To ostatnie zrozumieją tylko staroświeccy użytkownicy Facebooka.

 

6/10