“Bogowie” w kinach. Kino Oddycha Boga w sercu nie ma

Technicznie rzecz ujmując, Boga mam w mózgu, a nie w sercu i, technicznie rzecz ujmując „Bogowie” to dobry film. Jest charyzmatyczny bohater,  jest sprawa wielka i słuszna, są też trudności, które można pokonać przy odrobinie szczęścia i są sprawy nie do przejścia, które jednak da się przejść. I w zasadzie tyle. Ach, jest też dobra muzyka. Tomasz Kot już po raz kolejny wciela się w wielką osobowość z kocią zwinnością, tu zasłużony laur. Historia opowiada się sama, bywa dowcipna i dyskretnie wzruszająca.

Wszystko złożone w jeden organizm działa bez zarzutu. Dorzućmy też świetny dźwięk, zgrabny scenariusz (Rak) i sprawnie przeprowadzoną operację reżyserską (Palkowski).

Ci co chodzili do kina od wielkiego dzwonu, zwykle na „Wkręconych”, czy innego „Wałęsę”, później powtarzali jak litanię,  że polskie kino umiera, że komercja i w ogóle „ch” jak miłość. To zwykle oni padli przed „Bogami” na kolana i wykrzyknęli pod niebiosa Hosanna, ten Religa, to był dopiero Kot i w ogóle wspaniałekinojaknapolskie (jak słyszę ten ciąg, to już wiem, że oto mam przed sobą ateusza kina). Do tego Złote Lwy w Gdyni i boskie recenzje, sprawa zamknięta, można zrobić wypis – następny proszę. Widz przeżył, ma się dobrze i będzie cieszył się zdrowiem do kolejnej polskiej produkcji, po której ponownie zacznie narzekać na łupanie w krzyżu i ciśnienie.

Aż do kolejnego objawienia.

Nie wyrzeknę się „Bogów”, bo są dobrzy, ale nie umiem odnaleźć w nich tego geniuszu, o którym wszyscy piszą. Mogę zrozumieć geniusz postaci, o której jest ten film i talent twórców, ale zabrakło mi tu… serca.

 

 6/10

Paula Wakuluk

fot. materiały promocyjne